sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 36

 CHCIAŁAM ZADEDYKOWAĆ TEN ROZDZIAŁ MOJEJ NAUCZYCIELCE JĘZYKA POLSKIEGO ( TERAZ JUŻ BYŁEJ, NIESTETY).  JEŚLI NADAL CZYTA PANI TE OPOWIADANIA TO BARDZO CHCIAŁAM ZA TO PANI PODZIĘKOWAĆ, ŻE POŚWIĘCIŁA PANI SWÓJ CZAS I CZYTAŁA TE MARNE WYPOCINY. NIE ZDĄŻYŁAM PODZIĘKOWAĆ NA ZAKOŃCZENIU - DZIĘKUJĘ :D


- LOUIS -

- Długo mamy tu jeszcze czekać!!!!!!!!!!!!!!!! - wydarłem się na cały korytarz szpitalny.
- Louis, uspokój się. Zaraz wyjdzie lekarz i wszystko nam powie. Usiądź i się uspokój, wiem, że to trudne,ale chociaż spróbuj, proszę - Eleanor podeszła do mnie i położyła mi swoją dłoń na ramieniu, po czym zmusiła żebym usiadł na krzesełku. Nie miałem siły się jej sprzeciwiać. Od dobrych 5 godzin czekamy na korytarzu przed Oddziałem Intensywnej Opieki Medycznej - w skrócie OIOM-ie - i nic. Nikt nic nie wie, a jeśli pytamy się o coś pielęgniarek to ciągle jest ta sama śpiewka: Proszę spytać lekarza przewodniczącego czy jakoś tak. No kurde!!!!!! Mój przyjaciel walczy o życie, albo już go z nami nie ma, a my nic nie wiemy. Na samą myśl o utracie Harrego, po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. El to zauważyła i przytuliła mnie najmocniej jak umiała, a ja nie potrafiłem dłużej ukrywać bólu jaki dusiłem w sobie i się rozpłakałem. Siedzieliśmy tak wtuleni jakieś 15 minut, kiedy tuz przed nami zmaterializował się Niall. Biedaczysko, wyglądał jak trup. Podkrążone oczy, wyraźnie zaczerwienione od płaczu, ale chyba każdy z nas wyglądał tak samo, a ja możliwe że nawet gorzej.
- Chcecie coś do picia, jedzenia? Idę na dół do bufetu. - zapytał, a El popatrzyła na mnie.
- Wiesz co kawy, ale pójdę z tobą - wstała, pocałowała mnie i skierowała się z blondaskiem na dół. Spojrzałem w bok i ujrzałem moich pozostałych przyjaciół, widok był okropny. Nie spaliśmy od dobrych 12 godzin, ale nie licze tu naszej małej drzemki po powrocie z klubu i odkrycie tego wszystkiego. Najpierw całe przygotowywania do koncertu, później koncert, klub, mała drzemka, bo wróciliśmy o 5 do domu, noi teraz
szpital. Danielle opierała swoją głowę na torsie Liama, pewnie spała wykończona płaczem, a Liam co jakiś czas całował ją w czubek głowy i ścierał pojedyncze łzy z twarzy. Po Zaynie też było widać jaki jest wykończony, ten na pozór twardy facet jest bardzo wrażliwy, co widać właśnie teraz. Też płakał, ostatni raz robił tow Ghanie, kiedy widzieliśmy te wszystkie dzieci, ale tam to każdy z nas płakał, ostatni raz ze smutku i bólu płakał, kiedy zmarł mu dziadek. Wtedy pamiętam, że to był pierwszy raz kiedy widzieliśmy jak Zayn płakał i jak potrzebował naszego wsparcia. Od swoich przyjaciół, teraz jeden z jego przyjaciół również potrzebuje wsparcia. Jak to możliwe, że jeszcze kilkanaście godzin temu byliśmy wszyscy razem, radośni i szczęśliwi, a teraz siedzimy wszyscy zapłakani i zdruzgotani przed OIOM-em i czekamy na wiadomość czy nasz przyjaciel żyje!? Dlaczego życie musi być takie okrutne?!! Ukryłem twarz w dłoniach i cicho łkałem przypominając sobie uśmiechniętą twarz Harrego sprzed kilkunastu godzin. W tym samym czasie usłyszałem jak drzwi na oddział się otwierają a w nich staje lekarz. Ten sam co przyjmował Harrego, podniosłem swój tyłek z krzesełka z prędkością światła, tak samo jak reszta moich przyjaciół.  Lekarz podszedł do nas.
- To Państwo są przyjaciółmi Harrego Edwarda Stylesa, jak pamiętam, tak?
- Tak, błagam pana, niech pan wreszcie powie co z nim - nie mogłem wytrzymać i jak zaraz się nie dowiem to wybuchnę. Poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Liam.
- Lou, spokojnie. - zwrócił się do mnie
- To co z nim panie doktorze?
- Przykro mi, ale nie mam dobrych wieści - na te słowa poczułem jak robi mi się słabo, ale za wszelką cenę starałem utrzymać się na nogach - Pan Styles wziął dużą dawkę leków z nieznanego nam jeszcze źródła i na dodatek popił dużą ilością alkoholu,udało nam się go uratować, ale zapadł w śpiączkę kliniczną. Przykro mi
- Ale, ale, - zacząłem się jąkać, za dużo wiadomości, złych wiadomości - kiedy się wybudzi?
- Właśnie tego nie wiemy, może jutro, za miesiąc, rok, a nawet kilka lat. Tego nie możemy powiedzieć ani przewidzieć. Będziemy kontrolować jego funkcje życiowe, a państwu pozostaje nadzieja.
- Możemy go zobaczyć? - odezwała się łamiącym głosem Danielle
- Oczywiście, tylko nie długo. Pokój 269. Jeśli będą chcieli państwo jeszcze jakiś informacji to zapraszam, a teraz państwo wybaczą. - powiedział po czym poszedł w stronę pokoju lekarzy, a my? Staliśmy jak słupy soli, każdy z nas analizował to co powiedział nam przed chwilą lekarz. Jako pierwsza odezwała się Eleanor, która zdążyła wrócić z Niallem i wszystko słyszeć.
- I...I....dziemy do niego? Potrzebuje nas - po jej głosie słyszałem, że zaraz się rozpłacze. Złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie.
- Choćcie - powiedział Zayn, po czym wszyscy weszliśmy na odział i szukaliśmy sali z numerem 269.

- SAM -

Postanowiłyśmy z Paulą wybrać się dzisiaj do centrum handlowego. Dziwne uczucie pustki i bólu nie opuściły mojego wnętrza przez co czułam się bardzo dziwnie. Czułam w sobie strach, niepokój i nie miałam pojęcia dlaczego. Starałam się o tym nie myśleć, zmienić bieg moich myśli na inny tor, ale nic mi się nie udawało. Wszystkie próby już na samym początku legły w gruzach. O wszystkim oczywiście wiedziała Paula, więc postanowiła spróbować odciągnąć choć na chwilę moje myśli od tego dziwnego uczucia i wymyśliła zakupy. Kiedy spacerowałyśmy po centrun od sklepu do sklepu wstąpiłyśmy do kiosku, bo Paula chciała koniecznie kupić Joy'a. Jej ukochana gazeta. Ona stała już w kolejce, kiedy ja przechadzałam się między regałami. Jedna gazeta, a w szczególności nagłówek zwrócił moją uwagę.
" MŁODY PIOSENKARZ POPU PRÓBUJE POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO!!!
LEKARZE WALCZĄ O JEGO ŻYCIE W SZPITALU, CZY IM SIĘ UDA???!!!!"
Nie powiem, że byłam ciekawa co to za kolejny idiota, wzięłam gazetę z półki i otworzyłam ją na stronach, dotyczących artykułu. Kiedy zobaczyłam zdjęcie, zamarłam, gazeta wypadła mi z rąk, a ja czułam jak robi mi się słabo.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Jak wam się podoba? Dodałam go dzisiaj jako oficjalne rozpoczęcie wakacji. Jeśli będzie dużo komentarzy czyli min. 6 to następny rozdział dodam w poniedziałek, a może nawet jutro. Mam już napisany, więc się nie martwcie. Pamiętajcie tylko o warunku - KOMENTARZE.  -MINIMUM. 6.-
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

7 komentarzy:

  1. Boze ja chce juz !!!!!! Super po prostu brak slow tak sie ciesze ze Harry jest tylko w spiaczcee i ze Sam sie juz dowiedziala. Nie wytrzymam chyba :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział zarąbisty . !!!!!!! jutro musisz dodać kolejny bo nie wytrzymam . !!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniały. chce następny :))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział!!! Niech Sam do niego jedzie!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne opowiadanie. Mam nadzieję, że Sam do niego przyjedzie, a on przeżyje :)
    A i kiedy rozdział na blogu z opowiadaniem o Zaynie i Harryn?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku superowy rozdział!!!! Czekam na next ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest świetne<3
    Mam nadzieję że gdy Harry się wybudzi będzie przy nim już Sam*-*
    Szybko wstawiaj nn.
    iamabigtrouble.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń